Można by pomyśleć, że wszystkie możliwe fałszywe informacje o mniej szkodliwych alternatywach nikotyny zostały już rozpowszechnione i że w pewnym momencie to się skończy. Jeśli tak jest, Olivér Várhelyi udowodnił coś przeciwnego, wygłaszając kolejne mylące stwierdzenie na temat waporyzacji i woreczków nikotynowych.
W wywiadzie dla Euractiv, Olivér Várhelyi twierdzi, że waporyzacja, woreczki nikotynowe i podgrzewane wyroby tytoniowe są “w 100 procentach” tak samo szkodliwe jak papierosy.
To stwierdzenie wyraźnie przeczy dekadom dowodów naukowych i grozi odstraszeniem milionów palaczy od przejścia na mniej szkodliwe alternatywy. Warto jednak odnieść się do słów Várhelyiego i obalić je.
Czy wapowanie jest naprawdę tak szkodliwe jak palenie?
Ponad 100 organizacji i instytucji rządowych zgadzają się, że wapowanie jest mniej szkodliwe niż palenie. Wśród nich jest Public Health England, w którym stwierdzono, że wapowanie jest o około 95 procent mniej szkodliwe niż palenie. Królewskie Kolegium Lekarzy stwierdził również, że “zagrożenie dla zdrowia wynikające z długotrwałego wdychania oparów z dostępnych obecnie papierosów elektronicznych prawdopodobnie nie przekroczy 5 procent szkodliwości palenia tytoniu”, dodając, że w interesie zdrowia publicznego należy promować papierosy elektroniczne i inne produkty nikotynowe niezawierające tytoniu jako alternatywę dla palenia.
Badania te nie tylko dowodzą, że wapowanie jest mniej szkodliwe niż palenie, ale również, że pomaga ludziom rzucić palenie papierosów. Najnowszy przegląd Cochrane’a dotyczące e-papierosów potwierdzają ten wniosek.
Jest szeroko zakrojone badania Potwierdza to te ustalenia. Niestety, twierdzenie Várhelyiego ignoruje te dowody i wprowadza opinię publiczną w błąd co do rzeczywistych zagrożeń.
Nic jednak dziwnego, że decydenci tacy jak Várhelyi wygłaszają takie oświadczenia, zwłaszcza gdy otwarcie deklarują, że stosują się do wytycznych WHO. Każdy, kto w 2025 roku śledził obrady FCTC COP11, wie, że WHO bagatelizuje korzyści, jakie mogą oferować mniej szkodliwe alternatywy nikotynowe.
Dzieje się tak pomimo faktu, że artykuł 1(d) FCTC definiuje kontrolę tytoniu jako obejmującą “strategie ograniczania szkód” mające na celu ograniczenie konsumpcji tytoniu i narażenia na dym tytoniowy.
Nawet na szczeblu WHO podczas tegorocznej konferencji COP11 kilka krajów, w tym Albania, Serbia, Macedonia Północna, Nowa Zelandia, Saint Kitts i Nevis oraz inne, zabrał głos na rzecz polityki opartej na dowodach i wezwano do podejmowania decyzji opartych na solidnych podstawach naukowych.
Jako instytucja, której celem jest wysoka reputacja, WHO odgrywa znaczącą rolę w kształtowaniu globalnej polityki zdrowotnej. Dlatego głęboko niepokojące jest obserwowanie, jak organizacja promuje narrację skupioną na prohibicji i wprowadzającą w błąd. W praktyce takie podejście podsyca dezinformację i zachęca decydentów na całym świecie do powtarzania fałszywych twierdzeń o mniej szkodliwych alternatywach dla nikotyny, pomimo rosnącej liczby dowodów naukowych temu przeczących.
Pomimo oficjalnego celu UE, jakim jest osiągnięcie pokolenia wolnego od dymu tytoniowego, zdefiniowanego jako wskaźnik palenia poniżej 5% do 2040 r., blok jest daleko od celu. Według najnowszych danych Eurobarometr Według badania, w obecnym tempie UE osiągnie ten cel dopiero około roku 2100. Eksperci I grupy konsumenckie ostrzegają, że niechęć UE do przyjęcia mniej szkodliwych alternatyw jest kluczowym powodem powolnego postępu.
Komisarz Várhelyi jest zobowiązany wobec konsumentów i opinii publicznej do sprostowania swoich oświadczeń, współpracy z niezależnymi naukowcami i przedstawicielami konsumentów oraz do zaangażowania się w komunikację opartą na dowodach naukowych na temat nikotyny. UE nie może wiarygodnie walczyć z paleniem, podczas gdy jej własny komisarz ds. zdrowia rozpowszechnia dezinformację, która sprawia, że palacze sięgają po najniebezpieczniejszy ze wszystkich produktów: papierosy.
Czas, aby UE w końcu poparła to, co działa. A nie prohibicję, ale redukcję szkód.